1.11.2008

W sumie to nikogo nie szukam.

29 kwiecień 2007

Poniższa wiadomość została wysłana do Ciebie za pomocą systemu ogłoszeń ponieważ wybrano opcję ukrywania Twojego adresu e-mail.

Treść wiadomości:

W sumie nikogo nie szukam, bo chyba znalazłem (jeszcze trochę potrwa, zanim się upewnię) ale przeczytałem przypadkiem Twoje ogłoszenie i bardzo mi się spodobał sposób w jaki piszesz. Do części jego treści nawet bym chyba pasował, ale nie wiem czy nie jestem już tym wyczerpanym zapasem...
Życzę więc owocnych poszukiwań - i jeżeli nie znajdziesz nikogo wartego uwagi, to możesz kiedyś się odezwać. Może wtedy już będę wiedział jak wyglądają moje aktualne znajomości.
Pozdrawiam.

Niczym Jacek Dehnel pod koniec "Lali"

Zwykle, podczas seansu, gdy postać z rozmazanego, aspirującego do miana ambitnego obrazu mówi rozedrganym głosem "i wtedy, wtedy zrozumiałem/łam jaka/jaki ona/on była/był dla mnie ważna/ważny" chce mi się ryczeć, ze śmiechu i z zażenowania.

A jednak, po tym jak, mhm, na skutek różnych nieszczęsnych zawirowań, do niektórych nieszczęsny ja się przyczyniłem osobiście, zakończyłem moją znajomość z Cin. w takiej formie, jest pewne uczucie pustki.

Ale wszystko zaczęło się od pewnego ogłoszenia. W którym, dałem upust swojemu beznadziejnemu słowotokowi niczym Jacek Dehnel pod koniec "Lali". Co oczywiście zepsuło całą książkę. U mnie podobnie, zepsucie nastąpiło również pod koniec, jakkolwiek początkowo słowotok mógł wydawać się całkiem pozytywny.

Po kolei.